O autorze
Od 10 lat pomagam firmom (głównie średnim i małym) w pozyskiwaniu funduszy na badania, rozwój i innowacje. Byłem zaangażowany w polskie i europejskie programy badawcze jako konsultant, kierownik badań, partner jak również recenzent projektów. Doradzałem start-upom jak budować modele biznesowe i jak szukać finansowania.

Zarządzam EXEQ.eu gdzie doradzamy jak finansować B+R - i z pomocy publicznej i kapitału prywatnego. Współtworzyłem agencję Clipatize.com, prowadzę Fundację MOST (most-program.org, entrepreneuria.eu), kibicuję wytwórni ladoabc.com.

Dać małpie... podręcznik Frascati

Podziękowania dla Danieli Miernik z [url=http://clipatize.com]Clipatize.com[/url] za wykonanie ilustracji!
Podziękowania dla Danieli Miernik z Clipatize.com za wykonanie ilustracji!
Stosując bezrefleksyjnie instrukcję OECD sprzed 13 lat urzędnicy i najemni eksperci masowo wyłączają z finansowania publicznego projekty B+R w obszarze oprogramowania. Czy czas łaski i uznania polskiego rządu dla projektów i firm ICT bezpowrotnie minął? Czy na globalnej mapie ICT chcemy pozycjonować się jak Indie czy Estonia?

Podręcznik Frascati, instrukcja OECD z 2002 roku dla statystyków zalecająca jak kategoryzować i zbierać dane dotyczące badań i rozwoju (B+R) w gospodarce. Podręcznik zawiera rozdział 2.4.1 poświęcony temu co uznawać, a co nie za B+R w dziedzinie oprogramowania.



Podręcznik Frascati pokochali polscy urzędnicy i wtórujący im zaciężni “eksperci” rozdający publiczne pieniądze w ramach grantów na B+R (m.in. Program Operacyjny Inteligenty Rozwój, oraz istotna część programów regionalnych). Podręcznik jest wygodny bo odwołując się do zawartych w nim wytycznych można równie dobrze zaakceptować jak i odrzucić praktycznie dowolny projekt w obszarze oprogramowania. Nadsyłanych wniosków jest dużo więc jakoś trzeba sobie z tą klęską urodzaju radzić, więc podręcznik Frascati ochoczo wykorzystywany jest jako brzytwa: tniemy, odrzucamy, z głowy! Bo przecież: “Zgodnie z Frascati to Pan robi zwykły software, żadnego B+R w tym nie ma! Do widzenia!”.

I tak Pan Przedsiębiorca prowadzący software house, jeden spośród setek pracodawców w branży (w prawdzie nie tak ważny jak państwo polskie bo ono zatrudnia już co piątego Polaka) ma prosty wybór: po co się męczyć, po co wymyślać globalne serwisy Internetowe, po co konkurować z Amazonem, Googlem, Salesforcem, HP czy IBMem skoro i tak go podręcznikiem Frascati rozjadą. Przecież lepiej jak na zlecenie zza oceanu wyklepie trochę kodu, godziny zafakturuje (kurs $ dobry, stawek nie negocjują) i swięty spokój! A co będzie jutro? Oj tam, oj tam!

A teraz serio. Polski sektor IT jest ważny, ma ogromny potencjał, świetnych inżynierów i wybitnych przedsiębiorców. Do tego nie potrzeba dużo inwestować by stworzyć Google: szare komórki i tania elektronika na dobry początek wystarczą, choć te pierwsze coraz bardziej w cenie. Czy chcemy zostać zepchnięci na zawsze do roli podwykonawców, czy stać nas na wspólny wysiłek inwestycyjny w globalne produkty i brandy IT?

Od pewnego czasu obserwuję rosnącą wśród urzędników popularność bardzo szkodliwej i bezpodstawnej w mojej ocenie opinii, że rozwój oprogramowania to nie B+R, że inwestycja w software to nie innowacja, że przecież podręcznik Frascati mówi wyraźnie: tworzenie kodu to rutynowe działanie wykorzystujące znane metody, że tworzenie oprogramowania nie prowadzi do wkładu w naukę ani stan techniki! Co gorsza, wytyczne z podręcznika Frascati zostawiające, mówiąc oględnie, duży margines dowolności ich zastosowania i interpretacji, stosowane są przez urzędników i najemnych recenzentów w sposób całkowicie automatyczny, bezkrytyczny, żeby nie powiedzieć bezmyślny.

Apeluję do Ministerstwa Gospodarki i NCBR o przemyślaną strategię finansowania rozwoju polskiej branży IT, a przede wszystkim o jasne zasady określające jednoznacznie co jest a co nie jest badaniami, rozwojem, prototypem, demonstratorem, eksperymentem i jakie są poziomy gotowości technologicznej w dziedzinie oprogramowania. O stosowanie takich samych zasad dla nowych systemów ICT jak dla nowej maszyny, leku, materiału czy srodka chemicznego. Skoro oprogramowanie jest obecne w Krajowych Inteligentnych Specjalizacjach to dlaczego projekty informatyczne są eliminowane z publicznych programów B+R w drodze bezrefleksyjnego stosowania nieaktualnego i niejednoznaczego podręcznika Frascati?

Choć analiza wytycznych tego podręcznika zasługuje na osobny artykuł, to by nie pozostać gołosłownym proponuję przyjrzeć się choćby fragmentowi ze str. 54 gdzie czytamy: “Do B+R należy zaliczyć: (...) – rozwój technologii związanych z Internetem”. 13 lat temu, kiedy jeszcze nie było Gmail'a (choć był już Hotmail i ogolnie znane były metody jak zrobić sewis webowy), musiało robić to wrażenie, nie ma co! Dzisiaj przeczytane budzi konsternację.

Mniej emocjonalnie, bardziej profesjonalnie o zasadach kwalifikowania prac B+R w dziedzinie oprogramowania w kolejnym wpisie, już wkróce!
Trwa ładowanie komentarzy...